4 lata temu z pięknego Wrocławia przeprowadziliśmy się do Warszawy. Jak wiele osób spoza stolicy musieliśmy się z nią oswoić, poznać, wydeptać swoje ścieżki. Od początku wiedzieliśmy, że wynajmowane mieszkanie będzie tylko krótkim przystankiem na drodze do znalezienia naszego domu. Poszukiwania zaczęliśmy od razu po przyjeździe, kryteria były trzy: mieszkanie ma być nietuzinkowe i z charakterem, koniecznie z dużymi oknami, w dobrej lokalizacji. Dobra lokalizacja w naszym rozumieniu oznaczała miejsce klimatyczne, stosunkowo blisko centrum z dobrą komunikacją, jednocześnie miejsce miało być spokojne, tak aby można było się oderwać od codziennej gonitwy. Na szczęście byliśmy spoza Warszawy toteż na słowo „Praga” nie truchleliśmy jak wielu z naszych znajomych, nie mieliśmy żadnych preferencji bądź uprzedzeń co do lokalizacji mieszkania.

Poszukiwania były intensywne i krótkie, szybko znaleźliśmy miejsce dla nas idealne. Dokładnie rok po przeprowadzce do Warszawy wprowadziliśmy się do naszego domu.  Pomysłów na jego urządzenie było bez liku, ale myśl przewodnia była zawsze taka sama – chcieliśmy podkreślić nietypowość mieszkania oraz wymieszać różne style.
Mieszkanie składa się z 2 poziomów i antresoli, na parterze zaprojektowaliśmy kuchnię z jadalnią i salonem, łazienkę oraz mały pokój, który w międzyczasie zyskał nazwę pokoju psa (choć głównie nasz pies urzęduje na kanapie w salonie :)). Na piętrze znalazła się łazienka, garderoba i sypialnia, a na antresoli biuro z biblioteczką. Meble, które się u nas znalazły pochodzą głównie z 3 źródeł: z naszego ukochanego sklepu w Berlinie, od zaprzyjaźnionego stolarza oraz z IKEA. W naszej koncepcji mieszkania meble są użytecznym i estetycznym dodatkiem, ale nie są dla nas najważniejsze dlatego też nie zdecydowaliśmy się na zakup designerskich krzeseł i kanap (nie bez znaczenia były też ograniczenia budżetowe :)). To co dla nas najważniejsze znalazło się na ścianach, których nieustająco nam brakuje. To tutaj wiszą rzeczy przywiezione z wielu podróży, np trąbka z targu w Amsterdamie, słoniki z Niemiec, wachlarz z Bali. Swoje miejsce znalazły również grafiki i obrazy od zaprzyjaźnionych artystek i te wyszukane w galeriach. Po wejściu do domu wita nas z kolei ściana zdjęć, będących najlepszą pamiątką, które zawsze wywołują uśmiech. Najnowszym nabytkiem jest napis na ścianie, który codziennie nas wita, „Life isn’t about finding yourself. Life is about creating yourself.” 

Na Pradze udało nam się stworzyć dom, który oboje z mężem (naszym psem oraz kotem) uwielbiamy i do którego codziennie z radością wracamy.

Karolina

 

Podobne Posty